Kapryśnie w sklepie nogami tupała
To chciała i tamto na matce
Wymuszała
Wszystko jej sie podobało się
To ciekawe a to piękne
To kolorem różo barwnym
Mały umysł dziewcza kusi
Stała mała i małymi nóżkami
Wciąż tupała
Matka z czerwoności cała płonie
Coraz trudniej ukryć jej swe
Złości ręce powoli załamuje
I w duszy po cichu pomstuje
Po co zabierała to małe uparte
Straszydło mogło siedzieć w
Domu i obracać liczydło
Mała widzi że matka
Zaparta w uporze swym
Stoi tupie głośniej krzyczy
Coraz żałośniej płacze
W końcu widzi że to nie przelewki
Do kałuży się rzuciła
Matka oddech swój wstrzymała
Jedną ręką dziewczę nerwami
Podniosła klapsa dała
Biały strój z kałuży otrzepała
nakrzyczała potrzepała i i ze
Sklepu za rękę szybko wyprowadziła